pojawiło się łagodniejsze światełko. – Może nawet o tym nie wiedziałeś. Może tylko gdzieś ją

biodro i kolano. Ból

No dobra, stwarza coraz więcej problemów. Gdyby tylko porzuciła tę grę pozorów, pogodziła się z rodziną. Wszystko byłoby prostsze. Ale to się nigdy nie stanie. Nigdy. Spróbowała zadzwonić do siostry, ale odezwała się tylko cholerna sekretarka automatyczna. Tym razem Caitlyn nawet nie zostawiła wiadomości. Po co Kelly miałaby kraść jej rzeczy? Szminkę? Ulubionego pluszaka Jamie? To nie miało sensu, chyba że... chyba że Kelly próbowała namieszać jej w głowie... ale dlaczego? Bo zabiła Josha i chce cię wrobić, chce, żeby wyglądało, że łamiesz się i... - Nie! Caitlyn nie chciała w to uwierzyć. Zbiegła po schodach. Zapaliła światło w kuchni. Na blacie stały dwa puste kieliszki po martini i otwarty słoik oliwek. Zamarła na progu. Przeszedł ją dreszcz. Nie pamięta, żeby piła z Kelly. Nie piłaś. Spałaś. Ale przecież rozmawiała z detektywem Reedem. Przed czy po Kelly? O Boże. Opadła na stojące w kącie krzesło. Oskar patrzył na nią pytająco i walił ogonem o podłogę. - Ona musi z tym skończyć! - Caitlyn pochyliła się i niemal bezwiednie i podrapała psa za uszami. - Musi. Ale sama, z własnej woli, nigdy tego nie zrobi. Zbyt dobrze się bawi. Od tamtego wypadku cały czas się świetnie bawi. Ale dość tego. Ktoś ją musi powstrzymać. Tym kimś będziesz ty. - Nie mogę - jęknęła Caitlyn. - Po prostu nie mogę! Jej własne życie rozpadało się na kawałki. Wszystko się waliło. Dopadła ją klątwa Montgomerych, rodzinny obłęd, przed którym nie było ucieczki. Spanikowana, roztrzęsiona, ukryła twarz w dłoniach. Na miłość boską, nie załamuj się. Nie teraz! Podskoczyła na dzwonek telefonu. Cholerni dziennikarze! Zerwała się i chwyciła za słuchawkę, zanim rozległ się drugi dzwonek. - Halo? - warknęła. - Caitlyn? - Głos Adama był łudząco bliski. Do oczu napłynęły jej łzy, odetchnęła z ulgą. Tego właśnie potrzebowała. Więc czemu na dźwięk jego głosu chciało jej się płakać? - Cześć - wykrztusiła niewyraźnie, powstrzymując łzy. - Dobrze się czujesz? Nie! Niedobrze. I nigdy nie będę się dobrze czuła. Kto jak kto, ale ty powinieneś to wiedzieć! Przycisnęła słuchawkę do ucha, osunęła się wzdłuż szafki i usiadła na podłodze. - Dowiedziałem się o twojej mamie - powiedział. - Bardzo mi przykro. - Mnie też - przyznała. - Pomyślałem, że chciałabyś porozmawiać. - Tak. Chcę. - Skinęła głową, choć nie mógł tego zobaczyć. Musiała się z nim spotkać, dotknąć go, poczuć, że ma w nim oparcie. Że może mu zaufać. Zaufać? Odbiło ci? Facetowi, który wciska swoje wizytówki na pogrzebie? Psychologowi, który szuka klientów na cmentarzu? Daj spokój, Caitie-Did, to głupota. Chcesz go zobaczyć, bo masz na niego ochotę, i tyle. W głowie rozbrzmiewał jej głos Kelly. Ostatnio siostra odgrywała jednocześnie rolę sumienia i kata.
Ale to nie trzask kadłuba, to co innego. Krzyki?
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie zna umiaru. Choć to zrozumiałe w jego branży. Widział
pokładem lekko rozkołysanej łodzi i widzieć przy tym uśmiech satysfakcji na twarzy kobiety,
– Zdychaj, draniu – mruknęła i porwała okładkę. Była grubsza, solidniejsza, wyczuwała
– Och, oczywiście, po dwunastu latach planowania, czekania, szukania sobowtóra
Jej serce na moment przestało bić.
– Nie.
Zamrugał. Oczywiście, że jej tu nie ma; woda mieniła się w blasku słońca.
W chwili jej śmierci co prawda mieszkali razem, ale byli po rozwodzie. I to się miało
odda skarbu.
doprowadzi go do żony. Z najwyższym trudem zachowywał pozorny spokój, choć wewnątrz
Chwyciła klucze leżące na biurku i pomyślała, że włosy zdążą jej wyschnąć w drodze do
nie pamiętał.

- Na pewno? - Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- Nie sądzę.
planety...
służby, więc naturalną koleją rzeczy zrzekła się prowadzenia gospodarstwa na rzecz Selmy, opiekuńczej kobiety w średnim wieku, jak wówczas sądzili. Teraz jej wiek stał się dla wszystkich zagadką. Nie mogła ważyć więcej niż pięćdziesiąt kiło, ale była silna i wytrzymała niczym młoda wierzba. Kiedy pojawiły się dzieci, Selma stała się ich nianią. Po śmierci Laurel, Danny, jako najmłodsza pociecha, potrzebował najwięcej czułości. Selma matkowała mu i od tego czasu łączyło ich coś szczególnego. Dlatego tak bardzo przeżywała jego śmierć. - Widziałem bufet w jadalni - rzekł Chris, odstawiając na wiklinowy stolik talerz z nietkniętym jedzeniem. - Nie sądzisz, że ten nadmiar jedzenia i alkoholu jest nieco wulgarny? - Nigdy nie zaznałeś dnia głodu w swoim życiu, nie masz więc prawa osądzać, czy na stole jest za dużo jedzenia. W głębi duszy Huff również uważał, że może nieco przesadził z hojnością, ale przez całe życie pracował jak szaleniec, żeby zapewnić dzieciom to, co najlepsze, i teraz też nie zamierzał niczego skąpić. - Zamierzasz mi teraz przypominać, jaki jestem niewdzięczny za to wszystko, co posiadam, i że nie mam pojęcia, co to znaczy żyć bez podstawowych rzeczy, jak wy za młodu? - Cieszę się, że tego doświadczyłem. Dzięki temu postanowiłem nigdy więcej nie cierpieć z powodu ubóstwa i osiągnąłem obecną pozycję. Ty zaś dzięki mnie jesteś tym, kim jesteś. - Spokojnie, Huff. - Chris przysiadł na jednym z foteli bujanych. - Znam to wszystko na pamięć. Wyssałem tę wiedzę z mlekiem matki. Nie musimy dziś przerabiać wszystkiego od początku. Huff poczuł, że ciśnienie wraca mu do normy. - To prawda, nie musimy. A teraz wstań. Mamy kolejnych gości. Chris stanął u jego boku, obserwując kolejną parę, wspinającą się ku nim po schodach. - Jak leci, George? Witaj, Lila. Dziękuję, że przyszliście - powiedział Huff. George Robson ścisnął Huffa swoimi obiema dłońmi. Były wilgotne, miękkie i blade. Jak cały George, pomyślał Huff z obrzydzeniem. - Danny był wspaniałym młodym człowiekiem, Huff. Najlepszym, jakiego znałem. - Masz absolutną rację, George. - Huff cofnął rękę, z trudem powstrzymując się od wytarcia jej o nogawkę spodni. - Dziękuję za te słowa. - To bardzo tragiczne wydarzenie. - Święta prawda. Dużo młodsza od George'a jego żona nie mówiła nic, ale Huff zauważył sprytne spojrzenie, jakie posłała Chrisowi, który uśmiechnął się do niej i rzucił: - Lepiej zabierz swoją ślicznotkę z tego upału do środka, George. Wygląda tak słodko, że zaraz się roztopi. Poczęstujcie się jedzeniem. - W domu jest mnóstwo ginu, George - dodał Huff. - Każ jednemu z barmanów przyrządzić drinka w wysokiej szklance i niech nie dolewają za dużo toniku. Mężczyzna wydawał się zadowolony z tego, iż Huff pamiętał o jego ulubionym napoju. Pospiesznie wprowadził żonę do środka. Kiedy już nie mogli ich usłyszeć, Huff zwrócił się do Chrisa: - Od kiedy sypiasz z Lilą? - Od zeszłej soboty po południu, kiedy George był na rybach z synem z pierwszego małżeństwa. Na tym polega przewaga drugich żon - dodał Chris z uśmiechem. - Zazwyczaj w pobliżu pałęta się jakieś potomstwo, które dostarcza ich mężom zajęcia przynajmniej przez dwa weekendy w miesiącu. Huff skrzywił się na te słowa.
- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyknęła przestraszona. - Nie masz uprzęży! Może ci się coś stać!
- Nie bezpośrednio. Nie byli sobie aż tak bliscy. - Mieszkali w tym samym domu. - To prawda, mieli ten sam adres zamieszkania, ale rzadko spędzali razem czas. Gdy zaś do tego przychodziło, zazwyczaj towarzyszyli im wtedy Huff i Beck Merchant. Widywali się oczywiście w pracy, ale zajmowali się czym innym i komunikowali się bezpośrednio z Huffem, a nie ze sobą. Nie przebywali w tych samych kręgach towarzyskich, zwłaszcza od czasu, gdy Danny zaangażował się w sprawy duchowe. - Jessica przerwała. - Wydaje mi się, że z tym właśnie wiązał się problem Danny'ego. Zmagał się z jakimś konfliktem moralnym. - Jakim? - Sama chciałabym wiedzieć, zwłaszcza jeżeli przez to umarł. Bolała mnie jego rozterka i prosiłam niejednokrotnie, żeby porozmawiał o tym, co go dręczy, ze mną, z pastorem lub z kimś, komu ufał. Danny odmówił. Powiedział tylko, że nie może stać się chrześcijaninem, jakim powinien być lub jakim powinien się stać zdaniem innych. - Miał wyrzuty sumienia? Jessica pokiwała głową. - Powiedziałam mu, że nie ma takiego grzechu lub zaniedbania, którego Bóg by nam nie wybaczył. Danny obrócił to w żart. Powiedział, że najwyraźniej Bóg nie spotkał jeszcze Hoyle'ów. - Uważasz zatem, że Danny nigdy nie uporał się ze swoim problemem? Sayre miała płonną nadzieję, że po tym, jak odmówiła rozmowy z bratem, brat znalazł jakąś życzliwą duszę, kogoś, kto go wysłuchał i pocieszył. Jessica jednak pokręciła powoli głową. - Nie sądzę, że to zrobił i boli mnie myśl, że umarł, nie zaznawszy spokoju w sercu. - Może w końcu odnalazł spokój - rzekła Sayre, znów na przekór wszystkiemu pragnąc, aby jej słowa stały się prawdą. Jessica spojrzała na nią i obdarzyła ją łagodnym uśmiechem. - Dziękuję, że to powiedziałaś, ale nie sądzę, by Danny odzyskał spokój. Im więcej rozmawialiśmy o małżeństwie i przyszłości, tym bardziej uginał kark pod ciężarem swojej tajemnicy. To tylko podejrzenia, ale... - Proszę, powiedz mi. - Nieustannie martwił się warunkami pracy w odlewni. Nie był dumny z reputacji fabryki, z łamania przepisów OSHA i tym podobne, ale mimo to zatrudniał tam nowych ludzi. Wiedział, że ich praca niesie z sobą ogromne niebezpieczeństwo, zwłaszcza przy tak minimalnym prze-szkoleniu, jakie przeszli. Może nie potrafił z tym już dłużej żyć. Do drzwi zapukała kobieta z recepcji. Przeprosiła za przerwanie rozmowy i powiadomiła Jessicę, że przybyła grupa przedszkolna na wysłuchanie kolejnej bajki. - Dwadzieścioro aniołków dopytuje się o ciocię Jessicę - rzekła. - Nie wiem, jak długo zdołamy ich jeszcze utrzymać w ryzach. Kiedy wychodziły z magazynu, Sayre poprosiła Jessicę o przysługę. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby odkryć, co przydarzyło się Danny'emu. Czego potrzebujesz? - Informacji. Czy znasz kogoś, kto pracuje w sądzie? Nastroje w hali fabrycznej były pogrzebowe, przytłaczające, mroczne i depresyjne, jak samo pomieszczenie. Beck zauważył to od razu, gdy zszedł na dół i ruszył w stronę feralnego podajnika, który zeszłej nocy stał się przyczyną tragicznego wypadku. Wszyscy pracowali, ale bez widocznego entuzjazmu i w całkowitej ciszy. Nikt nie patrzył mu w oczy, ale Beck czuł ich
Tammy podeszła do łóżeczka i z czułością ułożyła misia przy twarzyczce Henry'ego.
- Jest mi pani potrzebna.

ROZDZIAŁ DRUGI
Mały książę jeszcze nigdy nie czuł się tak zaskoczony. Nie przypuszczał, by Róża mogła odgadnąć jego najskrytsze
- Co zamierzasz dalej robić? - Mały Książę uśmiechnął się przyjaźnie do Pijaka.
przekornym pytaniem.
- Zmuszając mnie...
Tammy wyglądała oszałamiająco!

©2019 www.invidiam.do-jakosc.kepno.pl - Split Template by One Page Love